czwartek, 26 stycznia 2017

Kilka rzeczy poszło nie tak...

Mój wakacyjny romans zakończył się ślubem
Tak ,tak się właśnie stało! Kiedyś(czyli wiele lat temu)  nieziemski ktoś zadzwonił z pytaniem czy pojadę z nim nad jezioro i od tego wszystko na dobre się zaczęło(bo wcześniej rozstawaliśmy się 3 razy). To wydarzyło się 11 lat temu a w tym roku zdecydowaliśmy się na dożywocie. Jakie to uczucie? Wspaniałe! Wydawało mi się, że po tylu latach ominie nas ta cała euforia związana z nowym stanem cywilnym ale się myliłam bo jesteśmy zadowoleni i radośni jak na początku związku(może nawet bardziej). Nie będę ukrywać, że kosztowało nas to ogromnie dużo wysiłku( bo każda ze stron robiła rzeczy, które skutkować mogły rozstaniem)i ogromnie dużo pracy, która przynosi piękne owoce. Skąd wiem, że to ten? To się wie:)Wiem, że chcę by ten ktoś był ze mną zawsze bo z nim nawet zwykłe robienie zakupów w spożywczym jest magiczne. Wiem też że mam ogromne szczęście, że trafiła mi się taka prawdziwa miłość bo to jest dar i nieprawdą jest, że każdy z nas odnajdzie kiedyś swoją połówkę a jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości czy kogoś kocha to znaczy, że nie kocha...dobra wystarczy tych romantycznych opowieści teraz trochę  tym co tym co poszło nie tak: zacznę od bukietu


SKUPIĘ SIĘ NA RZECZACH, KTÓRE POSZŁY NIE TAK PONIEWAŻ SĄ DUŻO CIEKAWSZE OD TYCH, KTÓRE BYŁY WSPANIAŁE (tych było więcej)



TAKI ZAMÓWIŁAM
A
TAKI DOSTAŁAM
(nie będę tego nawet komentować)

SAMOCHÓD
Przystrojenie(coś w taki deseń jak na zdjęciu) zaczęło się odczepiać od maski i trzeba się było zatrzymywać na obwodnicy by je usunąć.
PO MSZY 
Trochę (kurwa) zarysowaliśmy nasz samochód(coś w tym guście tylko, że na tylnych drzwiach)
poszliśmy do auta by pojechać na uroczysty obiad. To stało się przy wyjeździe z parkingu)

KOŚCIÓŁ
(tak dawno nie byłam w kościele, że rzuciłam się na kolana pod koniec mszy kiedy wszyscy stali(pamiętałam z dzieciństwa, że na końcowe błogosławieństwo się klęczy, jak ten świat się dynamicznie zmienia:))

OBIAD
(podali roladę, kluseczki śląskie i...arbuza, na jednym talerzu. hihihih)

MAMUŚKI

Ale i tak nic z tych rzeczy nie przebije mojej nowo nabytej teściowej, która spóźniła się do kościoła dobre 15 minut bo uwaga, była u fryzjera! (Jej pierworodny syn, pierwszy z jej dzieci żeni się a ona się spóźnia...)Poza tym dopięła sobie we włosy kwiatki mimo, że opowiadałam jej, że chcę zamiast welonu mieć kwiat a na obiedzie do nikogo się nie odzywała, nie tknęła jedzenia i siedziała z olbrzymim fochem (nie dało się tego nie zauważyć)
A mama moja kiedy się już rozjeżdżaliśmy, powiedziała że ona z tatą jeszcze zostaną bo sąsiedzi będą się z nich śmiać jak zobaczą, że tak szybko z wesela córki wrócili(chlip chlip jakie to płytkie a poza tym bo miał być uroczysty obiad a nie wesele .grrr)
Ostatecznie jednak był to wspaniały dzień. Polecam wszystkim. Dodam, że gdybym wiedziała, że po ślubie będzie nam tak fajnie to już na samym początku ciągnęłabym go przed ołtarz:P

FRYZJER
Zaraz po wyjściu od fryzjerki pojechałam do domu i zmodyfikowałam tę fryzurę, bo przysięgam, wyglądałam jak Czesława (mniej więcej tak:)
a miało być mniej więcej tak:

MAKIJAŻ
Użyła fioletowych cieni mimo, że mam sine worki pod oczami a taki make-up tylko je uwydatnia. Chciałam wyraźnie oczy podkreślić(smoky eyes) ale się nie zgodziła twierdząc, że mam zbyt głęboko osadzone oczy(nie mam). Nie wytuszowała mi rzęs bo, cytuję: "są zbyt podkręcone, jeszcze nigdy się z takimi nie spotkałam''
Kiedy trzeci raz zmusiłam ją do poprawki oka westchnęła: Jezu, jaka ty jesteś wymagająca.(a jaka mam być?! śmieszna?!) Tak więc w domu dokonałam niezbędnych poprawek.

SUKIENKA
Postanowiłam ją uszyć. Dużą niespodzianką był fakt, że mój padre postanowił za nią zapłacić. Nie chciałam marudzić, żeby ojcu nie było przykro ale kiedy ją odebrałam(z tatą) chciało mi się wyć. Musiałam w zasadzie na ostatnią chwilę zmusić krawcową do przeróbek bo zrobiła coś co wyglądało jak beza a ja chciałam subtelnie , elegancko ale i pięknie. Udało mi się osiągnąć ten cel (wyglądałam pięknie)  ale mistrzyni nożyczek policzyła za to dodatkową kasę. Kiedy powiedziałam jej, że przepaska w talii jest szeroka a nie cienka, odpowiedziała mi tylko: nie zauważyłam (miała zdjęcie)..
A w dzień ślubu był moment, że 2 osoby nie umiały zasunąć mi zamka na plecach(pani od szycia powiedziała, że to się rozbije ale musi takie być bo sukienka nie ma ramiączek). Już sobie wyobrażałam, że nie zjawimy się w kościele bo się w sukienkę nie mieszczę. hihi ale by była siara:P


... tak naprawdę, nie byłam załamana tymi "przeciwnościami losu" bo to przecież jest normalne, że nie wszystko idzie po naszej myśli. Nigdy nie będzie wszystko idealnie i właśnie dlatego jest to takie niesamowite.
Mówią, że po ślubie wszystko się zmienia na gorsze. U mnie zmieniło się na lepsze co nie znaczy, że można osiąść na laurach, wręcz przeciwnie, teraz staramy się jeszcze bardziej i przynosi to jeszcze lepsze efekty. Razem można wszystko:P


0 komentarze:

Prześlij komentarz