czwartek, 22 grudnia 2016

Święta



Kiedy byłam mała uwielbiałam prezenty pod choinką, jako nastolatka zmuszana byłam do morderczego wręcz sprzątania na Boże Narodzenie. Trzeba było wyczyścić każdy kąt, umyć każdy kryształ(a kolekcja była nie mała, ze 100 elementów było), umyć każdy widelec, ściągnąć każdy kurz (najgorsze były te na samej górze w kuchni bo dochodził jeszcze tłuszcz.), każda półka z zewnątrz, wewnątrz miała być umyta ciepłą i zimną woda a potem jeszcze wytarta na sucho. Okna były oczywistością.
Tata kupował żywe karpie a potem je zabijał(co było i jest dla mnie przerażające ale też trochę go za to podziwiam) Musiałam stać godzinami w kuchni z mikserem w rękach i wszystko to zawsze na ostatnią chwilę.. Ubierałam sama choinkę( a była duża i bogato ustrojona), która nigdy nie spełniała oczekiwań. Zawsze przed świętami była awantura. Zawsze, Kiedyś nawet usiedliśmy do stołu o 23.59 bo szefowa (mama) uznała, że  nie zaczniemy puki wszystko nie będzie zrobione. Padnięci, spoceni, zdołowani i źli (jaki jest sens takiej kolacji?!). U mnie w rodzinie nigdy nie było wypatrywania pierwszej gwiazdki bo o tym czasie wszystko było jeszcze w proszku...( zła organizacja jest chyba temu winna i chyba  złe priorytety).
Jako dorosła kobita robię zupełnie inaczej. Staram się owszem, w końcu to są święta ale  bez zarzynania się. Ma być przyjemnie, szczerze i ważne, żeby wszyscy brali w tym udział.  Ale kiedy jadę na święta do rodziców nie omija mnie obóz pracy;( tylko, że teraz jestem z tym pogodzona i już z tym nie walczę. Starych drzew się nie przesadza więc zagryzam wargi by nie odszczekać mamie jakiegoś głupiego komentarza i cieszę się tym, że mogę z nimi spędzać czas.
Żeby wigilijne jedzonko smakowało jeszcze lepiej nie jem cały dzień. Ale potem nadrabiam z nawiązką.  I tak gdy przed świętami wyglądamy normalnie po nich wyglądamy już bardziej dorodnie:P  PRZED  ŚWIĘTAMI 60 kg na 177 cm, zobaczymy ile dojdzie
Święta rujnują racjonalną dietę i zawsze przybywa troszkę sadełka. Trudno, taki urok.

Przed świętami trzeba też zrobić prezenty i to powinno być miłe, w końcu największą radość odczuwamy sprawiając ją innym ale to wcale nie jest takie proste przynajmniej u mnie bo:(oparte na moich doświadczeniach)



Mężczyźni lubią drogie rzeczy: komputery, samochody spalinowe zdalnie sterowane, klocki lego (ogromne koparki itd.), lustrzanki. zegarki. Jak niby mam zrobić prezent niespodziankę kiedy mamy wspólne konto?! Jak mam wytłumaczyć, że nagle z niego zniknęło pięć stów a nawet więcej tak żeby się nie zorientował i nie miał pretensji, że tyle na niego wydaje(bo by miał) ileż razy można kupować kosmetyki i bokserki? (hihi) Byle czego dać nie można bo pomyślą, że nie są dla nas ważni...Żeby wywołać zachwyt na ich twarzy musimy się poważnie namęczyć.
Prezent dla mamy byłby łatwością gdyby nie to ,że ona nie używa kosmetyków(jak można tak żyć?), perfumy ma  jedne bo innych nie toleruje, torebki nigdy się jej nie podobają a ciuch nie pasują...znowu problem. 
Mój padre to facet, który nigdy niczego nie potrzebuje a rzeczy, które dostaje przetrzymuje w szafie całymi latami bez ich używania. Ogólnie z kobitami jest łatwiej bo my się cieszymy z każdej pierdoły: spineczka, torebeczka, kosmetyk, jest tysiące możliwości więc siostry, kuzynki, szwagierki mam z głowy.


Kiedy jednak już uporamy się z przygotowaniami i dorwiemy się go wyśmienitej zupy grzybowej , zaczyna robić się całkiem milutko. Cieszę się, że w mojej rodzinie nie ma zwyczaju wygłaszania rozległego kazania przed jedzeniem bo od przyjaciół wiem, że może to być traumatyczne przeżycie... tak samo jak ość w gardle więc trzeba być czujnym jak saper wcinając rybkę. Potem dochodzą tony pierogów, kapusty, ciastek, ciast i coca-coli i wtedy czujemy, że warto żyć:P


Kiedy już wszyscy są nażarci jak świnie i nikt nie ma siły się ruszać a odległość krzesła od stołu trzeba zwiększyć bo wyskoczył nam brzuch, zaczynamy śpiewać kolędy. Każdy w innym tempie, często z innymi słowami, czasem ktoś zmienia melodie, ktoś nie zna tekstu....
I JAK TU NIE LUBIĆ ŚWIĄT?!















czwartek, 1 grudnia 2016

Słyszę głosy...:)






Kolejna dawka "mojej" muzyki:) Niech się niesie:)
































co za głos...













































piątek, 28 października 2016

Kobieta sama nocą...w łóżku











 MĘSKIE WYOBRAŻENIA
(domyślam się, że wersja light:P)





INTERNET
(wersja IDEAL)





RZECZYWISTOŚĆ:
(wersja LIGHT)


(wersja NORMAL)

To się właśnie dzieje w łóżku kobiety, która śpi sama:)






czwartek, 20 października 2016

232 dni bez seksu...

Zacznę od tego, że była to ŚWIADOMA DECYZJA i ŻE BYŁO Z KIM:)
Po 11 latach nieprzerwanego bycia razem postanowiliśmy wziąć ślub (zaręczyny odbyły się 7 lat wcześniej ale jak przyszło co do czego to speniałam).  Niezaprzeczalnie najlepszą częścią tego wydarzenia zawsze była NOC POŚLUBNA ale w obecnych czasach, kiedy zasada " SEX DOPIERO PO ŚLUBIE "odeszła do lamusa i nie ma już ona takiej mocy jakby mogła czy powinna, postanowiłam zrobić coś by jednak było bombastycznie;)... seks nie jest niby najważniejszy ale nie oszukujmy się, niedopasowanie w tej dziedzinie może rozwalić każdy, nawet najlepszy związek, poza tym pierwsze zbliżenie wiąże się również z pewnym stresem, który na pewno przyćmiewał tę wyjątkową chwilę... Tak sobie myślę, że gdybyśmy faktycznie mieli czekać do ślubu to odbył by się on znacznie wcześniej albo mąż po prostu by zwiał, chociaż i tak wykazał się sporą cierpliwością bo czekał prawie 2 lata od naszego pierwszego pocałunku( powodem nie była moja pruderyjność tylko fakt, że wyszło nam dopiero po trzech rozstaniach. Kiedy padła propozycja, żeby spróbować po raz czwarty powiedziałam mu: "Nic z tego, do trzech razy sztuka" a on mi na to: "za czwartym jest nauka" i się nie mylił.(och, jakie to romantyczne, wzruszyłam się, chlip, chlip:) Z tego płynie kolejna lekcja, że nie można chodzić utartymi ścieżkami bo można się poślizgnąć...W każdym razie klamka zapadła: ZERO GRZECHU, CZYSTE SERCE(hihihihi) do finału czyli  9 miesięcy (bez związku z ciążą)



Bez owijania w bawełnę: NIE ŻYCZĘ TEGO NIKOMU chociaż zupełnie nie żałujemy bo było warto, niemniej dorosły człowiek powinien chędożyć jeśli ma z kim. Abstynencja nie jest ani zdrowa ani przyjemna! Prowadzi do frustracji, napięć a nawet do stanów depresyjnych, a nie rzadko kolokwialnie mówiąc do kurwicy, szczególnie jeśli pokusa codziennie przemyka obok nas.


A teraz trochę szerzej o tym jak było:  było trudno. Na początku ograniczaliśmy się do przytulania i buziaków z językiem (macanki nie wchodziły w grę bo przecież miejsca strategiczne są tylko dla małżonków;) ale zawsze prowadziło to do sytuacji "skrajnie niebezpiecznej" więc przestaliśmy robić i to(żeby nie drażnić lwa:). Robiliśmy sobie dobrze samotnie by jakkolwiek opanować swój popęd. Mój rekord to 5 razy w ciągu dnia a mego lubego 9...więcej chyba objaśniać nie muszę. Czarna rozpacz. Oczywiście było kilka(naście,) momentów kiedy postanowienie szlak by trafił, były błagania, zastraszania(łach:), próby wymuszenia a nawet ataki znienacka ze strony teraz już męża  mego ale byłam niezłomna, za co potem usłyszałam od niego podziękowania .(brawo ja!) Chodziłam po domu w luźnych ciuchach by go nie prowokować a jemu zabroniłam chodzić w samych bokserkach jak normalnie ma w zwyczaju. Wszystko kojarzyło nam seksem i wszystko było dla nas prowokacją... Jak mantre każdego dnia powtarzaliśmy datę ślubu, która stała się dla nas ważniejsza niż data odzyskania niepodległości dla Polski. To było nasze światełko w tunelu ale im deadline był bliżej tym było trudniej. Wybuchały głupie awantury o byle co, dopadła nas anhedonia (utrata zdolności odczuwania przyjemności).nie umieliśmy sobie znaleźć ani miejsca ani zajęcia, które by nas odprężyło, normalnie seksualne zombie....ale daliśmy radę(się nie pozabijać)




Aż w końcu nadszedł ten dzień (O to jest dzień, o to jest dzień, który dał nam Pan,który dał nam Pan, weselmy się, weselmy się i radujmy się nim...) Weselny obiad skróciliśmy do minimum: rolada, tort i wypad z baru.Zostaliśmy sami ale były pewne obawy bo w tym memie jest spoko prawdy...

Faktycznie byłam zmęczona, tym bardziej, że nie doszłam jeszcze do formy sprzed wstrząsu septycznego, który próbował mnie zabić rok wcześniej( brawo ja! po raz drugi) ale myślę sobie: Nie zrobię mu tego, więc uciekam do łazienki odświeżyć się i zmienić bieliznę, która została kupiona specjalnie po to by wyrwać go z butów, gdyby takowe  jeszcze miał. Szybkie przejechanie nóg maszynką by mieć 200 % pewność, że nic nie kuje i...CIACH! Łydka, zaraz pod kolanem, przednia kość! (fuck). Każda dziewczyna wie, że z tego miejsca krew się leje jak z kranu i ciężko to zatamować.Nie panikuję od razu, osuszyłam się, na nogę przykleiłam kawałek chusteczki, ubrałam gorset, wymieniłam chusteczkę, umyłam zęby, zamiast chusteczki przyłożyłam ręcznik, wkładam figi i pas do pończoch, ręcznik cały czerwony(!), zaczynam się denerwować, przyklejam plaster, poprawiam włosy, krew ścieka mi po nodze na kafelki, zaczynam panikować, chucham na rankę, modlę się, żeby mąż nie pomyślał, że zasłabłam tyle już siedzę zamknięta...dalej siedzę, myślę sobie: to się nie dzieje na prawdę i siedzę dalej (mąż już chyba zasnął)... w końcu , po dłuuugim czasie stanęłam  przed nim, on zrobił ogromne oczy i rzucił zaklęciem pod tytułem"O, kurwa" i w zasadzie się na mnie rzucił;)


Nie będę nawet próbować wyjaśniać jak było bo tego po prostu opisać się nie da, trzeba się przekonać na własnej skórze. Powiem tylko tyle, że nie było szybko (brawo mąż!!!) i że BYŁO WARTO (2 gole do 1 bramki). 
Wydawało mi się, że ślub niczego nie zmieni(albo, że zmieni na gorsze bo tyle się o tym słucha) ale w naszym przypadku jest całkowicie odwrotnie, zmieniło się i to bardzo ale tylko na lepsze. Myślałam, że ominie nas ta cała ekscytacja młodego małżeństwa bo przecież znamy się już tak długo itd. a okazało się, że jest tak fajnie, że jak bym wiedziała, że tak będzie zaciągnęłabym go przed ołtarz na samym początku:P


środa, 19 października 2016

Są gusta i guściki








Kolejna rzecz, która mnie kręci czyli muzyka. Podobno pięć procent ludzi na świecie nie reaguje na muzykę czego im serdecznie współczuję bo ja sobie nie wyobrażam bez niej życia. Poniżej porcja kawałków, których raczej się w radiu  nie usłyszy a które osobiście uważam za dobre z takich czy innych względów. Kolejność jest przypadkowa, chodzi tylko o to by coś w nas drgnęło.( Bardzo mocno upraszczając w moich żyłach płynie głównie szeroko pojęty rock ale czerpię natchnienie ze wszystkich gatunków bo słucham muzyki a nie stylów) Poszerzajmy swoje horyzonty...













































niedziela, 25 września 2016

Trochę przypał ale co tam:)

Są rzeczy, które bawią mnie do łez bez względu na to jak bardzo są durne, oklepane, oczywiste, obciachowe, niepoprawne politycznie, kiepskie, stare czy po prostu nie śmieszne.  Nie będę nawet wyjaśniać dlaczego tak a nie inaczej na mnie działają bo pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć:) Trudno się nie uśmiechnąć (a przecież o to chodzi)na coś takiego:




Przychodzi o lasce, lekko chwiejnym i dygoczącym krokiem facet do salonu samochodowego i pyta:
- Ile koko-sztuje ten sa-samochód?
- 100 tysięcy.
Odpowiada sprzedawca.
- A ta-tamten?
- 500 tysięcy.
- No do-dobrze. A te-ten w ro-rogu?
- 3 miliony.
- To-to ja go po-poproszę.
- Lekko zdziwiony sprzedawca, pyta nieśmiało
- Ale czy na pewno stać pana na niego?
- Pro-proszę sobie wyobrazić, że wy-wygrałem ku-kumulalacje w totolotka.
- Panie!!! Jak ja bym wygrał kumulację w lotto, to bym dostał zawału! 
- No a ja dostałem wy-wylewu.







Jak się śmieją łyżki?
-Łychychychy


Co dla mężczyzny znaczy gra wstępna?
 - Pół godziny błagania


Spotyka zajączek niedźwiedzia i mówi:
-Cześć, pozdrawiał cię Michał!
niedźwiedź zaskoczony pyta:
-Jaki Michał?
-Ten co ci w dupę wpychał,haha! 
Poddenerwowany niedźwiedź chciał dogadać zającowi,ale nic mu nie przychodziło na myśl więc poszedł do sowy w nadziei, że coś mądrego wymyśli..sowa po dłuższej chwili namysłu;
-Jak go spotkasz powiedz,że pozdrawiała cię Maja,a jak się spyta jaka maja to powiesz ta co ci gryzła jaja..zadowolony niedźwiedź wykuł na pamięć ten tekst i na drugi dzień idąc do sklepu spotkał zająca..z ironicznym uśmiechem mówi:
-Cześć pozdrawiała cię Maja!
-Wiem, Michał mi powiedział...
-Jaki Michał?
-Ten co ci w dupę wpychał





 Prawdziwy mężczyzna rozróżnia tylko trzy kolory 
– Fajny, chujowy i pedalski.

Idzie dwóch kanibali przez las upiec sobie ziemniaki na ognisku. Nagle zobaczyli Żyda biegnącego przez las. Jeden z kanibali rzucił się za nim w pogoń, gdy go dorwał oboje nadziali go na rożen. 
- weź ty go tutaj powoli okręcaj, żeby nam się ładnie zarumienił, a ja skocze do sklepu po ketchup 
Po 10 min wraca i widzi jak tamten obraca Żyda z zaskakująca prędkością!! Obraca go tak szybko, ze Żydowi oczy już wychodzą na wierzch. 
-Co ty do cholery robisz? Dlaczego tak szybko kręcisz?! 
- No bo jak kręciłem tak jak mi kazałeś, to sukinsyn wpieprzał nam ziemniaki! 


Za co dzieci w Czarnobylu dostają piątki?
-za aktywność
a czemu są aktywne?
- bo co dwie głowy to nie jedna


Facet mówi do żony:
- Kochanie, przynieś mi piwo.
Na to żona:
- Może jakieś magiczne słowo?
Facet:
- Hokus pokus czary mary, zapierdalaj po browary!
A na to żona:
- Hokus pokus, ence pence, zamiast ci*ki masz dziś ręce!!
Na to Facet:
- Skoro jesteś tak pyskata, dziś ominie Cię wypłata!
Żona:- Bardzo mocne masz dziś czary, zaraz biegnę po browary!


W co się pakuje koninę?
- w końserwy


Żydowska rodzina. Matka woła syna: - Icek, biegnij no do sklepu po chleb! - A magiczne słowo? - Reszta twoja.( i daje mu odliczone)

te noworodki .hihih 


 Przychodzi Pikachu do kardiologa. - Jak tam serce? - Pika Pika! 

CDN.



wtorek, 20 września 2016

To co tygryski lubią najbardziej...


SPROSTOWANIE: TO CO MYSZA LUBI NAJBARDZIEJ
Będzie trochę o tym co mnie kręci a kręci mnie kilka rzeczy ale będzie teraz mowa o książkach,  aktualnie mam sezon na kryminały, przerabiałam już sensacje (polecam Forbesa, Ludluma), horrory( Kinga, Mastertona) i historyczne. Przeczytałam już bardzo dużo opowieści i przyznam, że nie jestem w stanie pamiętać ich po tytułach ale pamiętam fabułę. Na stoisku z książkami czuję się jak u siebie w domu a gdy przechodzę obok księgarni często zakrywam oczy bo reaguje jak narkoman a nie ma się co oszukiwać książki tanie nie są. Kiedyś je jednak kupowałam ale szybko się okazało, że musiałabym brać kredyt hipoteczny, żeby zaspokoić swoją potrzebę czytania więc zapisałam się do biblioteki, w której na chwilę obecną przerobiłam wszystkie tytuły z wyżej wymienionych kategorii, zmieniłam więc miasto (w czasie przeprowadzki sprzedałam wszystkie książki co należy nazwać po imieniu: popełniłam grzech śmiertelny.)..Obecnie wszystkie książki jakie mam w domu znalazły się w nim bo nie umiałam się opanować (zupełnie inaczej czyta się swoją książkę, każdy wam to powie), po prostu wypadek przy pracy.(moja silna wola jest jak Mur Berliński, który upadł) Najlepsza pora na czytanie: przed snem, zasypiam z książką w ręku czyli czytam do upadłego. Książki, które  zrobiły na mnie największe wrażenie: "Sklepik z marzeniami" Kinga (bardzo głęboka, w zasadzie psychologiczna ale nie ciężka jak najnowsze tego autora) i "Dzień śmierci" Hutsona, czytałam ją dwa razy( a nigdy tego nie robię) i za każdym razem miałam ciary na plecach, nawet kiedy moja koleżanka ukryła się w moim łóżku bo chciała mnie wystraszyć , ja przez tę książkę zamiast człowieka widziałam na łóżku wielkiego, czarnego, obślizgłego robala. Wącham książki, głaszczę okładki, przekładam je...często muszę się hamować z czytaniem, żeby za szybko dzieła nie skończyć, potrafię przekląć w trakcie czytania , wstrzymywać oddech, popłakać się, podjarać, zdenerwować...właśnie dlatego tak to lubię. Często zastanawiam się co ja bym zrobiła na miejscu głównego bohatera...Miewam też okresy kiedy jestem zmęczona czytaniem wielowątkowych i zawiłych historii  i wtedy przerzucam się na komiksy Kaczora Donalda oczywiście Giganty. Ulubiona książka: "Mały książę". Najtrudniejsza do skończenia: "Gra Geralda" Kinga (uważam, że warto przeczytać każdą książkę choćby po to, żeby wiedzieć czemu się nam nie podobała). Najbardziej szokująca: "Historia O" od Pauline  Reage (książka erotyczna, mocna...bardzo mocna, cieniutka ale po pierwszych 13 stronach oddałam ją z powrotem do biblioteki, dopiero później doczytałam resztę)...mogłabym tak bez końca ale co za dużo to niezdrowo:)

Wyniki wyszukiwania

Moje 30 kilo słabej woli:





...właśnie zamówiłam kolejne dwie:D (oj jak mi przykro;) hihih

 więc w tym miesiącu w domu zamieszkały one:)

(Nerve bo nie zdążyłam zobaczyć w kinie a uważam, że pomysł na film był genialny (książka rozczarowuje choć jest ciekawa, niewykorzystany potencjał moim zdaniem ale tak to jest kiedy pisze się książkę na podstawie filmu tylko po to by robić hajs( Choć to też nie jest regułą bo The Killing napisane na postawie serialu przeczytałam w trzy dni- było tak wciągająco)

(a Złotą Księgę makaronu kupiłam bo: jest ładna, ma złote kartki, byłam głodna i wierzyłam, że kiedyś jej użyję)





sobota, 3 września 2016

Udało się! Wakacje nad morzem




Spontanicznie i w zasadzie na ostatnią chwilę ale się udało!
Spędziłam pięć ambrozyjskich dni we Władysławowie mino, że cztery z nich były ulewne(jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma:)

 Było fenomenalnie mimo, że nie działo się nic spektakularnego. Chodzenie po mieście, oglądanie kramików z nadmorskimi (produkowanymi z Chinach) pamiątkami miało swój niepowtarzalny klimat a dziewczyny ze stoiska z chińszczyzną po 2 dniach wiedziały już jakie preferuję sosy do makaronu. Nocą przy gwiaździstym niebie puściliśmy lampion(wyszło dopiero przy drugim bo pierwszy okazał się jakiś chory) obiecując sobie, że zrobimy to samo za 20, 40 i 50 lat...Mąż znalazł dla mnie prawdziwe bursztyny, małe lody świderki(z automatu) były takich rozmiarów, że prosiłam o pół porcji, krzyki chłopaków: "Kuuuukuurydza gotowana, kaaaawaaa mrożona, orzeszki, naaachosy z sosem, naaachosy bez sosu..." wyryły mi się w pamięci jak samo mocno jak fragment "i don't care" piosenki Icony Pop " I love it" bo samochodów reklamujących coś tą piosenką naliczyłam z pięć (prawdę mówiąc  w pewnym momencie zaczęłam zapamiętywać twarze kierowców by nocami wyobrażać sobie jak ich morduję :) a teraz wręcz za tym tęsknie:) Obiad(rybka) dla dwóch osób za siedem dych(przegięcie),kupowanie prezentów dla przyjaciół, hotel, który okazał się rozczarowaniem, wypady do Biedronki( czynnej całą dobę) w środku nocy czy rozbijanie parawanu( jestem przeciwna temu zjawisku ale żeby móc skorzystać z plaży nie miałam innego wyjścia) i wycieczka na Hel (najpiękniejsza plaża
jaką kiedykolwiek widziałam)to wszystko sprawia że już teraz znowu:)





środa, 20 lipca 2016

Lato w mieście czyli uroki wakacji








 Tak to niestety w dorosłym życiu wygląda

a kiedy jest
 opalam się na skrawku balkonu( bo tylko tam jest Słońce) razem z moim czosnkiem, którego prawie zabiłam bo zbyt często go podlewałam i stał tylko w cieniu


wcinam świeżą fasolkę (wolę osobiście zieloną ale akurat nie było, mój za niedługo mąż woli żółtą do tego stopnia, że zielonej nie zje:P) z bułką tartą, czasem tej bułki jest więcej niż fasolki ale nic nie poradzę na to, że po prostu jest pyszna. Tajny składnik tego dania to odrobina czosnku granulowanego i sól dodawana do panierki ale trzeba uważać bo łatwo jego nadmiarem zabić smak warzyw.

wcinam też słonecznik, świeży,jeszcze wilgotny, pachnący...


a kiedy nie ma w pobliżu budki z hot dogami a mam na nie ochotę...trzeba sobie jakoś radzić:P 


 albo





...






Za każdym razem i przysięgam, że to prawda, kiedy postanawiam się opalać, chwile potem zachodzi Słońce i mój ambitny plan bierze w łeb. Autentycznie tak to wygląda:



1,POSTANAWIAM SIĘ OPALAĆ I ROZKŁADAM KOC
5 minut po tym
*




2. NAKŁADAM KREM Z FILTREM I PRZYJMUJĘ  POZYCJĘ  LEŻĄCĄ , ZAKŁADAM SŁUCHAWKI I ZAMYKAM OCZY

5 minut po tym
*





3.ZACZYNAM SIĘ ODPRĘŻAĆ I CIESZYĆ SIĘ LATEM

2 minuty po tym
*

i tak jest ciągle....jednak się nie poddaję
 bo Słońce wysyła jony ujemne, które korzystnie wpływają na nasz nastój i samopoczucie ale przede wszystkim nadaje człowiekowi ten apetyczny brzoskwiniowy kolor ( kiedy nie używamy go w nadmiarze ). Jaki jest najlepszy odcień opalenizny  dla człowieka?  hmm, pewnie rzecz gustu.


( * zdjęcie zrobione w tym samym czasie z różnych stron mieszkania bo nie udało by mi się zrobić panoramicznego).