Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
MINĘŁO PÓŁ ROKU
W tym czasie starałam się w grać kartami, które podsuwało mi życie, poszłam do pracy, zapisałam się na kurs prawa jazdy (bo już nie mogłam słuchać sapania męża, że muszę spróbować chociaż(za mną na razie jedna jazda)), założyłam aparat ortodontyczny, nie przeczytałam żadnej dobrej książki, dowiedziałam się, że moja matka zdradzała ojca a na dodatek on o tym wiedział(są razem) przez co całkowicie inaczej mi się z nią rozmawia (nie wie, że ja wiem), stuknęła mi trzydziestka (dobrze, że sępy jeszcze nade mną nie latają, coraz bliżej do połowy czasu o której pisał Dante w Boskiej komedii( "W wędrówce życia, na połowie czasu, straciwszy z oczy cień właściwej drogi, w głębi ciemnego znalazłem się lasu") ja na szczęście jestem raczej na słonecznej łące ale faktem jest, że każdego roku jesteśmy starsi;( , byłam w Zakopanem
, i właśnie wróciłam z nad morza:)
(Pobierowo rządzi)
Ogólnie rzecz ujmując: ŻYJE i z związku z tym od czasu do czasu znowu coś napiszę(bo to działa terapeutycznie :P
Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
Będzie o książkach:P
Sprawdzone, przeczytane czyli zanim kupisz i chcesz znasz prawdę
Fajna, dobra, przyjemna (dla fana kryminałów). Ciekawa fabuła i dość wartka akcja. Całkowite zaskoczenie na sam koniec. Polecam. 7,2/10
Wysyłają policjantkę jako szpiega go akademika, gdzie dochodzi do bardzo dziwnych i podejrzanych sytuacji ale nie ma dowodów, że ktoś to aranżuje, Szpieg z czasem zamienia się w ofiarę więc policji dochodzi poważny problem bo życie ich człowieka może się skończyć a jeden napakowany policjant szczególnie nie będzie sobie umiał z tym poradzić...
Pierwsza część opowieści bardzo dobra, przeczytana jednym tchem. Parę razy wydałam z siebie dźwięk przy czytaniu a to znaczy, że naprawdę mnie coś porwało, zaskoczyło bądź zdziwiło.Druga część jednak jest rozczarowaniem ponieważ opowiada o tym co już wiemy. Czytamy tylko by dowiedzieć się czy uda im się wsadzić sławnego szaleńca. Zdania są za długie a słowo "niemniej" pada zbyt często. 6/10
Tworzy się nowa jednostka policji, która zajmować ma się profilowaniem. Razem z członkami nowej formacji przechodzimy przez skrócony kurs psychologi morderstw. Grupa wpada na trop, który prowadzi do człowieka bez skazy na dodatek znanego w całym kraju. Nikt nie chce uwierzyć, że taki ktoś mógłby kogokolwiek zranić a on w najlepsze oddaje się przerażającemu hobby. Policjanci więc zaczynają prowadzić nieoficjalne dochodzenie.
Gdybym wiedziała jaka będzie ta książka to nie marnowałam bym na nią czasu. Niby nie była to najgorsza jaką w życiu czytałam ale na pewno jedna ze słabszych. 4,5/10.
Najbardziej irytujący jest fakt, że puenta okazuje się całkowicie nierealna. Ciężko nam w czasie czytania snuć jakiekolwiek przypuszczenia odnośnie motywu, nie wszystko jest zrozumiałe więc jest nadzieja, że na końcu wszystko się wyjaśni, niestety nadzieja matką głupich, umiera ostatnia i takie tam i na do widzenia autor serwuje nam coś między fantasty a sci-fiction.
Generalnie historia sprowadza się do tego, że inteligentne duchy żyją w ciałach ludzi, które s,2ami sobie wybierają, a objawia się to podwójną osobowością wybranej osoby. Książka nie daje nam odpowiedzi czy faktycznie tak jest, na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam.
Najlepszą recenzją będzie fakt, że na pewno kupię drugą część cyklu pana Lapidusa. 7,5/10.
Czyta się przyjemnie, lekko i z zaciekawieniem, autor nie zanudza nas przydługimi opisami czy rozmyśleniami bohaterów a sama historia jest dość interesująca. Jedyne co mi przeszkadza to fakt, że główny bohater nie ma dolnego zęba. No jak można tak postąpić z postacią, która ma bronić dobra, przecież oczywistym jest, że przywiązujemy się, lubimy i kibicujemy tym po jasnej stronie mocy a ten ząb zaburza wyobrażenie o wybawcy -bohaterze. Widać, że autorem jest facet.
Zostaje porwany syn bogatych rodziców, którzy jednak nie chcą angażować w poszukiwania policji, proszą wiec o pomoc swojego adwokata a ten tworzy zespół ratunkowy, który składa się z aplikantki i byłego więźnia(trochę brakuje miedzy nimi chemii). Ich dochodzenie doprowadza do zaskakujących wniosków a zakończenie jest warte przeczytania tej książki.
Coben nie pisze złych książek. Ciekła mi ślinka na kolejne dzieło Harlana od kiedy tylko dowiedziałam się, że ją tworzy i nie zawiódł ,z tym, że też nie powalił na kolana. To opowiadanie jest poprawne, nie jest złe ale jakby w tej historii brakuje głębi. Nie zdążyłam poznać głównej postaci na tyle by jej przygody porwały mój umysł, trzeba jednak przyznać, że jest i tajemnica i konspiracja ,i dylematy więc wszystko co stanowi dobry thriller. Polecam tym bardziej, że napisana jest językiem, który czyta się z łatwością i przejrzystością(do tego stopnia że po 3 wieczorach książka się kończy)7/10
Na rodzinnym pikniku zostaje napadnięta rodzina. Mąż zostaje zabity a żona ucieka. Po pogrzebie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które przekonują wdowę, że jej mąż nie umarł więc ona próbuje to udowodnić i przy okazji odkrywa sporo brudnych spraw.
Ta ksiązka jest o bałkańskiej mafii i jej porachunkach. w zyciu nie kupiłabym tej ksiazki gdybym o tym wiedziała. w pierwszej cześci nie rzuca się to tak mocno w oczy. czyta się jednak lekko. mimo, że wiele fragmentów to opis tych samych sytuacji 17 razy jak u Kinga. Fabuła raczej średnio wciągającai tak samo srednio dynamiczna. Momentami mam wrażenie że czytam komu bije dzwon hemingwaya widac inspiracje nim. trzeciej czesci nie kupie
Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
PRZECZYTANE W STYCZNIU
Czy warto wydawać kilkadziesiąt złoty na te książki? Ja już to wiem i mam nadzieję, że ułatwię komuś podjęcie właściwej decyzji. Bez owijania w bawełnę, konkretnie,lekko i szybko.
Rzuciłam się na tę książkę zaraz po przeczytaniu "Pokusy czerni" Cartera Wilsona ponieważ była tak ciekawa i wciągająca, że skończyła się już pierwszego dnia, to dało mi nadzieję, że inne dzieła tego pana będę równie dobre. "Chłopiec w lesie" jest ok ale dupki nie urywa. Zdecydowanie poniżej oczekiwań ale na tyle dobrze by nie żałować na nią czasu. Moim zdaniem 5/10.
Grupa chłopców zrobiła coś złego. Nie będę zdradzać co bo tego dowiadujemy się przez całe opowiadanie ale ujawnię, że było to straszne, wykraczające poza wszelkie normy i autor zdecydowanie popisał się tutaj fantazją. W wydarzeniu brała udział również dziewczyna, która szantażuje teraz już mężczyzn, wyznaniem prawdy ,dodatkowo zmuszając do kolejnych okropności.
Jezu, jak ta książka się ciągła...3,5/10 w mojej skali. Irytująca narracja to pierwsze skojarzenie z tym dziełem grafomana. Nudne przemyślenia głównej bohaterki, które nic kluczowego nie wnoszą do historii i pogmatwana chronologia nie pobudzają neuronów tak jak powinny ale trzeba przyznać, że do samego końca nie wiemy czy mąż głównej bohaterki jest winny czy nie.
Zostaje porwana dziewczynka, podejrzanym jest mężczyzna, który całkowicie podporządkował sobie żonę, on się tłumaczy a ona się zastanawia. Na nowe zarzuty odpowiada kolejnymi wyjaśnieniami, W końcu okazuje się, że....
Zdecydowanie najlepszy tytuł przeczytany w tym miesiącu co nie znaczy wcale, że genialny. 6,5/10 spokojnie mogę jednak dać. Zaciekawia nas ta historia, próbujemy zrozumieć zachowanie bohaterów, dobrze jest dawkowane napięcie a fabuła jest oryginalna. Czyta się to lekko jednak nie na tyle by zapominać przy tym o bożym świecie.
Do więzienia trafia przystojniak, twierdzi, że jest niewinny (jak wszyscy za kratkami), upiera się by wyciągnęła go znana prawniczka, jednocześnie pisarka, która jak się okazuje nie do końca jest bez skazy. Powoli odkrywa czy facet,w którym się zakochała mówi prawdę....
Ostatnią pozycją w styczniu jest najbardziej wyczekiwany "Sto milionów dolarów" napisany przez popularnego pisarza Lee Child'a. Opowiadania o Jack'u Reacher'ze zawsze są bardzo dobre, ta najnowsza część najmniej udana. Po raz pierwszy Jack nie pracuje sam i to samo w sobie nie jest złe ale nadmiar instytucji z którymi współpracuje powoduje mętlik w głowie. Można się zgubić kto jest kim. Akcja polega na szukaniu terrorysty, który sprzedaje coś za 100 milionów zielonych a ci po jasnej stronie mocy próbują dowiedzieć się co to jest i uniemożliwić sprzedaż. 6/10
Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
Mój wakacyjny romans zakończył się ślubem
Tak ,tak się właśnie stało! Kiedyś(czyli wiele lat temu) nieziemski ktoś zadzwonił z pytaniem czy pojadę z nim nad jezioro i od tego wszystko na dobre się zaczęło(bo wcześniej rozstawaliśmy się 3 razy). To wydarzyło się 11 lat temu a w tym roku zdecydowaliśmy się na dożywocie. Jakie to uczucie? Wspaniałe! Wydawało mi się, że po tylu latach ominie nas ta cała euforia związana z nowym stanem cywilnym ale się myliłam bo jesteśmy zadowoleni i radośni jak na początku związku(może nawet bardziej). Nie będę ukrywać, że kosztowało nas to ogromnie dużo wysiłku( bo każda ze stron robiła rzeczy, które skutkować mogły rozstaniem)i ogromnie dużo pracy, która przynosi piękne owoce. Skąd wiem, że to ten? To się wie:)Wiem, że chcę by ten ktoś był ze mną zawsze bo z nim nawet zwykłe robienie zakupów w spożywczym jest magiczne. Wiem też że mam ogromne szczęście, że trafiła mi się taka prawdziwa miłość bo to jest dar i nieprawdą jest, że każdy z nas odnajdzie kiedyś swoją połówkę a jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości czy kogoś kocha to znaczy, że nie kocha...dobra wystarczy tych romantycznych opowieści teraz trochę tym co tym co poszło nie tak: zacznę od bukietu
SKUPIĘ SIĘ NA RZECZACH, KTÓRE POSZŁY NIE TAK PONIEWAŻ SĄ DUŻO CIEKAWSZE OD TYCH, KTÓRE BYŁY WSPANIAŁE (tych było więcej)
TAKI ZAMÓWIŁAM
A
TAKI DOSTAŁAM
(nie będę tego nawet komentować) SAMOCHÓD
Przystrojenie(coś w taki deseń jak na zdjęciu) zaczęło się odczepiać od maski i trzeba się było zatrzymywać na obwodnicy by je usunąć.
PO MSZY
Trochę (kurwa) zarysowaliśmy nasz samochód(coś w tym guście tylko, że na tylnych drzwiach)
poszliśmy do auta by pojechać na uroczysty obiad. To stało się przy wyjeździe z parkingu)
KOŚCIÓŁ
(tak dawno nie byłam w kościele, że rzuciłam się na kolana pod koniec mszy kiedy wszyscy stali(pamiętałam z dzieciństwa, że na końcowe błogosławieństwo się klęczy, jak ten świat się dynamicznie zmienia:))
OBIAD
(podali roladę, kluseczki śląskie i...arbuza, na jednym talerzu. hihihih) MAMUŚKI
Ale i tak nic z tych rzeczy nie przebije mojej nowo nabytej teściowej, która spóźniła się do kościoła dobre 15 minut bo uwaga, była u fryzjera! (Jej pierworodny syn, pierwszy z jej dzieci żeni się a ona się spóźnia...)Poza tym dopięła sobie we włosy kwiatki mimo, że opowiadałam jej, że chcę zamiast welonu mieć kwiat a na obiedzie do nikogo się nie odzywała, nie tknęła jedzenia i siedziała z olbrzymim fochem (nie dało się tego nie zauważyć)
A mama moja kiedy się już rozjeżdżaliśmy, powiedziała że ona z tatą jeszcze zostaną bo sąsiedzi będą się z nich śmiać jak zobaczą, że tak szybko z wesela córki wrócili(chlip chlip jakie to płytkie a poza tym bo miał być uroczysty obiad a nie wesele .grrr)
Ostatecznie jednak był to wspaniały dzień. Polecam wszystkim. Dodam, że gdybym wiedziała, że po ślubie będzie nam tak fajnie to już na samym początku ciągnęłabym go przed ołtarz:P
FRYZJER
Zaraz po wyjściu od fryzjerki pojechałam do domu i zmodyfikowałam tę fryzurę, bo przysięgam, wyglądałam jak Czesława (mniej więcej tak:)
a miało być mniej więcej tak:
MAKIJAŻ
Użyła fioletowych cieni mimo, że mam sine worki pod oczami a taki make-up tylko je uwydatnia. Chciałam wyraźnie oczy podkreślić(smoky eyes) ale się nie zgodziła twierdząc, że mam zbyt głęboko osadzone oczy(nie mam). Nie wytuszowała mi rzęs bo, cytuję: "są zbyt podkręcone, jeszcze nigdy się z takimi nie spotkałam''
Kiedy trzeci raz zmusiłam ją do poprawki oka westchnęła: Jezu, jaka ty jesteś wymagająca.(a jaka mam być?! śmieszna?!) Tak więc w domu dokonałam niezbędnych poprawek.
SUKIENKA
Postanowiłam ją uszyć. Dużą niespodzianką był fakt, że mój padre postanowił za nią zapłacić. Nie chciałam marudzić, żeby ojcu nie było przykro ale kiedy ją odebrałam(z tatą) chciało mi się wyć. Musiałam w zasadzie na ostatnią chwilę zmusić krawcową do przeróbek bo zrobiła coś co wyglądało jak beza a ja chciałam subtelnie , elegancko ale i pięknie. Udało mi się osiągnąć ten cel (wyglądałam pięknie) ale mistrzyni nożyczek policzyła za to dodatkową kasę. Kiedy powiedziałam jej, że przepaska w talii jest szeroka a nie cienka, odpowiedziała mi tylko: nie zauważyłam (miała zdjęcie)..
A w dzień ślubu był moment, że 2 osoby nie umiały zasunąć mi zamka na plecach(pani od szycia powiedziała, że to się rozbije ale musi takie być bo sukienka nie ma ramiączek). Już sobie wyobrażałam, że nie zjawimy się w kościele bo się w sukienkę nie mieszczę. hihi ale by była siara:P
... tak naprawdę, nie byłam załamana tymi "przeciwnościami losu" bo to przecież jest normalne, że nie wszystko idzie po naszej myśli. Nigdy nie będzie wszystko idealnie i właśnie dlatego jest to takie niesamowite.
Mówią, że po ślubie wszystko się zmienia na gorsze. U mnie zmieniło się na lepsze co nie znaczy, że można osiąść na laurach, wręcz przeciwnie, teraz staramy się jeszcze bardziej i przynosi to jeszcze lepsze efekty. Razem można wszystko:P
Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
Takich już nie ma...teraz będzie trochę o tym co sprawia, że szaleje za swoim facetem(już 13 lat i każdego roku coraz bardziej, wiem wiem, brzmi to nierealnie ale faktycznie tak jest). Oczywiście nie dam rady opisać wszystkich sytuacji kiedy miękły mi przez niego kolana ale kilka spróbuję.
Lubię tipsy, dłonie wyglądają z nimi dużo bardziej kobieco (oczywiście jeśli nie jest to jakiś wieśniacki manicure, nie cierpię szponów), nie trzeba się martwić, że lakier schodzi,że paznokieć się złamie...wiem, wiem, okropnie to niszczy płytkę paznokcia ale... życie to sztuka wyboru. (Chcesz być piękna, musisz cierpieć:P)
Kupiłam zestaw do robienia tipsów (żele, pilniki,lampa, waciki itd) bo moja sprawdzona kosmetyczka zamknęła interes a inne zawsze robiły coś źle. Wzięłam się do pracy... o to efekt po 30 minutach
Krew się leje, tipsy za krótko przycięte, płytka za bardzo spiłowana...Myślę sobie: trudno, fortuny na sprzęt nie wydałam więc po prostu odpuszczę i dalej będę poszukiwać kobitki, która robi to dobrze. Na szczęście mam Męża, specjalistę od rzeczy, które mogą się źle skończyć, gdy to zobaczył wziął sprawy w swoje ręce
Rozczula mnie jak słodko i delikatnie trzyma moje palce(hihihi). Siedzieliśmy kilka godzin(około 3) (podziwiam go, że mu się chciało) i ostatecznie wyszło niesamowicie dobrze jak na pierwszy raz.
A teraz inna historia:"Z marchewką w tle":P
Jest niedziela, ja mam dziką ochotę na rosół więc zaczynamy polować na włoszczyznę, pojechaliśmy do 3 sklepów a tam ani jednego gotowego zestawu warzyw, jakby nagle wszyscy gotowali rosół...Wróciliśmy do domu i zapomniałam o temacie. Następnego dnia moja lepsza połowa wybrał się na zakupy, wraca do domu i okazuje się, że kupił mi tę włoszczyznę (a mi już ochota na nią przeszła:P). Rozpakowaliśmy zakupy a potem wręcza mi prezent od jubilera( bransoletka z białego i żółtego złota). Pytam go: -A to za co? (mając na myśli z jakiego powodu) a on mi na to: - Za pieniądze.
Hihihih(moim zdaniem jest to śmieszne) Wybrał wzór,którego sama w życiu bym sobie nie kupiła ale nie o to tu chodzi:P w zasadzie rozbraja mnie to jeszcze bardziej. Z obu tych prezentów ucieszyłam się równie mocno.
Kiedyś wydeptał mi na całym boisku do piłki nożnej wielkie serce, w śniegu, z napisem DLA MYSZY pod moim oknem.
Wie, że uwielbiam torebki, nie przeszkadza mu że je kupuję( w sumie robię to tylko gdy jakąś pokocham, to jest takie uczucie kiedy patrzysz na coś , wiesz że chciałabyś ją mieć a po powrocie do domu nie przestajesz o niej myśleć, wtedy warto moim zdaniem ją kupić i tyczy się to wszelkich zakupów). Wyszukuje mi fajne modele i mówi do mnie, że czas kupić jakąś torebkę bo ostatnio bieda była w tym temacie.
Nie pozwala mi nosić siatek nawet gdy są lekkie.
Mówił mi, że jestem piękna nawet gdy byłam łysa.
Gdy przybrałam na wadze i pytałam czy jestem gruba przytulał mnie i mówił:nie, jesteś mięciutka jak pianka do nurkowania:D a gdy schudnę mówi, że jestem cieniutka jak kabelek od ładowarki telefonu(:D)
Robi mi kotleta schabowego w kształcie serca... tak, to są jego sposoby na mnie:P (bardzo skuteczne ,dodam:)
No i stało się. Mamy 2017. Mój Sylwester: Porażka. Motywem przewodnim imprezy był brak motywu przewodniego i ostatecznie o 00:30 byłam już w taksówce( kierowca sprawiał wrażenie jakby za dnia był wzorowym obywatelem a po nocach wyłamywał łapki kociętom) Mam nadzieję, że mój mąż nie zauważył moich zaciśniętych zębów i oczu zwężonych w szparki kiedy mówiłam do niego: jadę do domu ale ty baw się dobrze:P
Imprezowałam więc sama w iście królewskim stylu. Postanowiłam: tej nocy żadnych hamulców, zasad i rozsądku, w końcu na bezpieczne ścieżki wysyła się słabeuszy(Herman Hesse)...no i wyglądało to mniej więcej (bardziej jednak więcej) tak:
Na drugi dzień okazało się, że to był jednak błąd bo przed świętami było 2 i pół kilo mniej:P
ale kto by się przejmował takimi pierdołami (jak nie kobiety oczywiście:)
Święta się udały bo pierwszy raz nie było awantury (chyba się starzejemy i nie mamy już na to siły:P), udało mi się zrobić z mamy (61 lat) fankę Metallicy (do Unfogiven tańczyła jak na komunistycznym dancingu:P - niesamowicie pozytywna kobieta:) no i przeczytałam jedną z lepszych książek ostatnimi laty. (Pokusa czerni). Nie mogłam się od niej oderwać i niestety starczyła tylko na dzień:(.... Po świętach wróciłam do siebie bo jak wiadomo goście są jak ryby: po trzech dniach zaczynają śmierdzieć:P a poza tym do domu w końcu wracał mąż:) i zaczęło sie jeszcze większe świętowanie,,,
Posted by Poważnie Niepoważna Mysz
with No comments
Kiedy byłam mała uwielbiałam prezenty pod choinką, jako nastolatka zmuszana byłam do morderczego wręcz sprzątania na Boże Narodzenie. Trzeba było wyczyścić każdy kąt, umyć każdy kryształ(a kolekcja była nie mała, ze 100 elementów było), umyć każdy widelec, ściągnąć każdy kurz (najgorsze były te na samej górze w kuchni bo dochodził jeszcze tłuszcz.), każda półka z zewnątrz, wewnątrz miała być umyta ciepłą i zimną woda a potem jeszcze wytarta na sucho. Okna były oczywistością.
Tata kupował żywe karpie a potem je zabijał(co było i jest dla mnie przerażające ale też trochę go za to podziwiam) Musiałam stać godzinami w kuchni z mikserem w rękach i wszystko to zawsze na ostatnią chwilę.. Ubierałam sama choinkę( a była duża i bogato ustrojona), która nigdy nie spełniała oczekiwań. Zawsze przed świętami była awantura. Zawsze, Kiedyś nawet usiedliśmy do stołu o 23.59 bo szefowa (mama) uznała, że nie zaczniemy puki wszystko nie będzie zrobione. Padnięci, spoceni, zdołowani i źli (jaki jest sens takiej kolacji?!). U mnie w rodzinie nigdy nie było wypatrywania pierwszej gwiazdki bo o tym czasie wszystko było jeszcze w proszku...( zła organizacja jest chyba temu winna i chyba złe priorytety).
Jako dorosła kobita robię zupełnie inaczej. Staram się owszem, w końcu to są święta ale bez zarzynania się. Ma być przyjemnie, szczerze i ważne, żeby wszyscy brali w tym udział. Ale kiedy jadę na święta do rodziców nie omija mnie obóz pracy;( tylko, że teraz jestem z tym pogodzona i już z tym nie walczę. Starych drzew się nie przesadza więc zagryzam wargi by nie odszczekać mamie jakiegoś głupiego komentarza i cieszę się tym, że mogę z nimi spędzać czas.
Żeby wigilijne jedzonko smakowało jeszcze lepiej nie jem cały dzień. Ale potem nadrabiam z nawiązką. I tak gdy przed świętami wyglądamy normalnie po nich wyglądamy już bardziej dorodnie:P PRZED ŚWIĘTAMI 60 kg na 177 cm, zobaczymy ile dojdzie
Święta rujnują racjonalną dietę i zawsze przybywa troszkę sadełka. Trudno, taki urok.
Przed świętami trzeba też zrobić prezenty i to powinno być miłe, w końcu największą radość odczuwamy sprawiając ją innym ale to wcale nie jest takie proste przynajmniej u mnie bo:(oparte na moich doświadczeniach)
Mężczyźni lubią drogie rzeczy: komputery, samochody spalinowe zdalnie sterowane, klocki lego (ogromne koparki itd.), lustrzanki. zegarki. Jak niby mam zrobić prezent niespodziankę kiedy mamy wspólne konto?! Jak mam wytłumaczyć, że nagle z niego zniknęło pięć stów a nawet więcej tak żeby się nie zorientował i nie miał pretensji, że tyle na niego wydaje(bo by miał) ileż razy można kupować kosmetyki i bokserki? (hihi) Byle czego dać nie można bo pomyślą, że nie są dla nas ważni...Żeby wywołać zachwyt na ich twarzy musimy się poważnie namęczyć.
Prezent dla mamy byłby łatwością gdyby nie to ,że ona nie używa kosmetyków(jak można tak żyć?), perfumy ma jedne bo innych nie toleruje, torebki nigdy się jej nie podobają a ciuch nie pasują...znowu problem.
Mój padre to facet, który nigdy niczego nie potrzebuje a rzeczy, które dostaje przetrzymuje w szafie całymi latami bez ich używania. Ogólnie z kobitami jest łatwiej bo my się cieszymy z każdej pierdoły: spineczka, torebeczka, kosmetyk, jest tysiące możliwości więc siostry, kuzynki, szwagierki mam z głowy.
Kiedy jednak już uporamy się z przygotowaniami i dorwiemy się go wyśmienitej zupy grzybowej , zaczyna robić się całkiem milutko. Cieszę się, że w mojej rodzinie nie ma zwyczaju wygłaszania rozległego kazania przed jedzeniem bo od przyjaciół wiem, że może to być traumatyczne przeżycie... tak samo jak ość w gardle więc trzeba być czujnym jak saper wcinając rybkę. Potem dochodzą tony pierogów, kapusty, ciastek, ciast i coca-coli i wtedy czujemy, że warto żyć:P
Kiedy już wszyscy są nażarci jak świnie i nikt nie ma siły się ruszać a odległość krzesła od stołu trzeba zwiększyć bo wyskoczył nam brzuch, zaczynamy śpiewać kolędy. Każdy w innym tempie, często z innymi słowami, czasem ktoś zmienia melodie, ktoś nie zna tekstu....