Kiedy byłam mała uwielbiałam prezenty pod choinką, jako nastolatka zmuszana byłam do morderczego wręcz sprzątania na Boże Narodzenie. Trzeba było wyczyścić każdy kąt, umyć każdy kryształ(a kolekcja była nie mała, ze 100 elementów było), umyć każdy widelec, ściągnąć każdy kurz (najgorsze były te na samej górze w kuchni bo dochodził jeszcze tłuszcz.), każda półka z zewnątrz, wewnątrz miała być umyta ciepłą i zimną woda a potem jeszcze wytarta na sucho. Okna były oczywistością.
Tata kupował żywe karpie a potem je zabijał(co było i jest dla mnie przerażające ale też trochę go za to podziwiam) Musiałam stać godzinami w kuchni z mikserem w rękach i wszystko to zawsze na ostatnią chwilę.. Ubierałam sama choinkę( a była duża i bogato ustrojona), która nigdy nie spełniała oczekiwań. Zawsze przed świętami była awantura. Zawsze, Kiedyś nawet usiedliśmy do stołu o 23.59 bo szefowa (mama) uznała, że nie zaczniemy puki wszystko nie będzie zrobione. Padnięci, spoceni, zdołowani i źli (jaki jest sens takiej kolacji?!). U mnie w rodzinie nigdy nie było wypatrywania pierwszej gwiazdki bo o tym czasie wszystko było jeszcze w proszku...( zła organizacja jest chyba temu winna i chyba złe priorytety).
Jako dorosła kobita robię zupełnie inaczej. Staram się owszem, w końcu to są święta ale bez zarzynania się. Ma być przyjemnie, szczerze i ważne, żeby wszyscy brali w tym udział. Ale kiedy jadę na święta do rodziców nie omija mnie obóz pracy;( tylko, że teraz jestem z tym pogodzona i już z tym nie walczę. Starych drzew się nie przesadza więc zagryzam wargi by nie odszczekać mamie jakiegoś głupiego komentarza i cieszę się tym, że mogę z nimi spędzać czas.
Żeby wigilijne jedzonko smakowało jeszcze lepiej nie jem cały dzień. Ale potem nadrabiam z nawiązką. I tak gdy przed świętami wyglądamy normalnie po nich wyglądamy już bardziej dorodnie:P PRZED ŚWIĘTAMI 60 kg na 177 cm, zobaczymy ile dojdzie
Święta rujnują racjonalną dietę i zawsze przybywa troszkę sadełka. Trudno, taki urok.
Przed świętami trzeba też zrobić prezenty i to powinno być miłe, w końcu największą radość odczuwamy sprawiając ją innym ale to wcale nie jest takie proste przynajmniej u mnie bo:(oparte na moich doświadczeniach)
Mężczyźni lubią drogie rzeczy: komputery, samochody spalinowe zdalnie sterowane, klocki lego (ogromne koparki itd.), lustrzanki. zegarki. Jak niby mam zrobić prezent niespodziankę kiedy mamy wspólne konto?! Jak mam wytłumaczyć, że nagle z niego zniknęło pięć stów a nawet więcej tak żeby się nie zorientował i nie miał pretensji, że tyle na niego wydaje(bo by miał) ileż razy można kupować kosmetyki i bokserki? (hihi) Byle czego dać nie można bo pomyślą, że nie są dla nas ważni...Żeby wywołać zachwyt na ich twarzy musimy się poważnie namęczyć.
Prezent dla mamy byłby łatwością gdyby nie to ,że ona nie używa kosmetyków(jak można tak żyć?), perfumy ma jedne bo innych nie toleruje, torebki nigdy się jej nie podobają a ciuch nie pasują...znowu problem.
Mój padre to facet, który nigdy niczego nie potrzebuje a rzeczy, które dostaje przetrzymuje w szafie całymi latami bez ich używania. Ogólnie z kobitami jest łatwiej bo my się cieszymy z każdej pierdoły: spineczka, torebeczka, kosmetyk, jest tysiące możliwości więc siostry, kuzynki, szwagierki mam z głowy.
Kiedy jednak już uporamy się z przygotowaniami i dorwiemy się go wyśmienitej zupy grzybowej , zaczyna robić się całkiem milutko. Cieszę się, że w mojej rodzinie nie ma zwyczaju wygłaszania rozległego kazania przed jedzeniem bo od przyjaciół wiem, że może to być traumatyczne przeżycie... tak samo jak ość w gardle więc trzeba być czujnym jak saper wcinając rybkę. Potem dochodzą tony pierogów, kapusty, ciastek, ciast i coca-coli i wtedy czujemy, że warto żyć:P
Kiedy już wszyscy są nażarci jak świnie i nikt nie ma siły się ruszać a odległość krzesła od stołu trzeba zwiększyć bo wyskoczył nam brzuch, zaczynamy śpiewać kolędy. Każdy w innym tempie, często z innymi słowami, czasem ktoś zmienia melodie, ktoś nie zna tekstu....
I JAK TU NIE LUBIĆ ŚWIĄT?!





0 komentarze:
Prześlij komentarz